Przepisy ściśle określają, jak ma przebiegać i jak długo ma trwać egzamin na prawo jazdy, a także to, jak powinien być wyposażony samochód, który służy do egzaminowania. O tym, że ma on (czy też może mieć) np. czujniki parkowania albo kamerę – w rozporządzeniu nie ma ani słowa. Tyle że gdyby przepisy traktować literalnie, to użycie czujników cofania podczas egzaminu oznacza jego oblanie.

Jest jeszcze druga strona medalu: coraz trudniej o samochód, który nie jest wyposażony w żadne (niepożądane na egzaminie – według przepisów) elementy wspomagające – czujniki parkowania, asystenta pasa ruchu, kamerę, czy też systemy odczytujące znaki drogowe. Można pójść dalej: w rosnącej liczbie modeliczynności, które przewidywane są na egzaminie jako zadania dla kandydata na kierowcę, są niewykonalne albo niepotrzebne. Nie każdy samochód ma bagnet oleju (zamiast niego ma czujnik poziomu oleju), nie zawsze da się łatwo sprawdzić (i kto to na co dzień robi?) poziom płynu hamulcowego.

„W przypadku gdy osoba egzaminowana:

  1. zaproponowała egzaminatorowi przyjęcie korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za uzyskanie pozytywnego wyniku egzaminu państwowego lub
  2. korzystała z materiałów lub urządzeń stanowiących pomoc w udzieleniu właściwej odpowiedzi na pytania w trakcie części teoretycznej egzaminu lub we właściwym wykonaniu zadań egzaminacyjnych, lub wykonywała te czynności niesamodzielnie

– osoba ta uzyskuje negatywny wynik egzaminu państwowego”

Unieważnienie egzaminu? To się zdarza!  

Gdyby literalnie trzymać się przepisów i przeprowadzić solidną kontrolę, zapewne już dziś z mocą wsteczną można by unieważnić znaczną liczbę pozytywnie zaliczonych egzaminów na prawo jazdy. Tak, jak to zrobiono wobec kobiety z Łodzi, która prawem jazdy cieszyła się przez 3 miesiące: związkowcy Solidarności w łódzkim WORD-zie zaskarżyli wynik egzaminu, a marszałek województwa go unieważnił (w sytuacji donosu musiał): otóż egzamin trwał 24 minuty, podczas gdy standardowo trwa 40 minut.

Egzaminator może skrócić czas trwania egzaminu do 25 minut i to tylko pod warunkiem wykonania przez kandydata na kierowcę wszystkich przewidzianych zadań! Tymczasem zapewne egzaminator, człowiek, który niejednego człowieka już zasłużenie oblał, musiał stwierdzić, że kierująca panuje nad samochodem, radzi sobie na ulicy – to po co przedłużać? Można sobie wyobrazić taki „żarcik” na większą skalę np. w odniesieniu do wyposażenia aut egzaminacyjnych. Kto będzie ofiarą? Młodzi kierowcy!

Z taką sugestią wystąpił do ministra infrastruktury poseł Mirosław Suchoń. Poseł pyta, kiedy i w jaki sposób ministerstwo zamierza zmienić przepisy, by dostosować je do realiów oraz gdzie WORD-y mają kupować samochody w sytuacji, gdy samochodów, które nadają się do egzaminowania i spełniają wszystkie wymogi rozporządzenia – zdaniem posła w praktyce nie ma na rynku.

Poseł Mirosław Suchoń ma na koncie ok. 220 interpelacji – można powiedzieć, że zawodowo zajmuje się wyszukiwaniem luk i niedoróbek w polskim prawie oraz zapewnia pracownikom różnych organów państwa terapię zajęciową. Słusznie – ale co będzie, jeśli zamiast poprawiać przestarzałe albo dziurawe przepisy, urzędnicy zaczną egzekwować ich stosowanie?

W środowisku egzaminatorów sprawa jest znana od miesięcy – już w zeszłym roku domagali się oni interpretacji przepisów przez Ministerstwo Infrastruktury. Uzyskana odpowiedź wskazuje na to, że jeśli jakiś system elektroniczny w aucie jest powszechny (np. stosowany obowiązkowo), to nie ma problemu. Ale jak uznać, czy np. asystent podjazdu pod górę jest stosowany powszechnie, skoro nie jest obowiązkowy i da się znaleźć na rynku auto, które tego systemu na pokładzie nie ma (ale np. ma inne)?

Auto można zepsuć – tylko po co?

W praktyce większość „zbędnych” urządzeń, np. czujniki parkowania, można wyłączyć albo zepsuć, ekran pokazujący widok z kamery (zresztą też zwykle opcjonalnej) można zasłonić, a elektroniczni asystenci kierowcy to z reguły wyposażenie opcjonalne. Pozostaje takie wyposażenie jak tzw. Hill Holder (asystent ruszania pod górę) – faktycznie wyłączyć go z pozycji użytkownika nie można. Nie można też wyłączyć urządzeń wspomagających hamowanie – a jest to wyposażenie, które występuje obecnie w większości nowych modeli aut, o czym kierowcy nie mają i nie muszą nawet mieć pojęcia. Formalnie – zabronione! Realnie – te systemy są, i pełnią swoją powinność, nawet w autach służących egzaminowaniu kierowców. Skoro są, to albo egzaminatorzy uznali, że są legalne, albo udają, że nie ma problemu. Kandydata na kierowcę o to głowa boleć nie powinna.

Czy można dostosować współczesny, „wszystkomający” samochód do wymagań rozporządzenia o egzaminowaniu kierowców? Tak, bardzo prosto – większość urządzeń pokładowych, których nie da się wyłączyć z poziomu użytkownika, można wyłączyć serwisowo. Tak więc problem jest dęty, a tak naprawdę – leży gdzie indziej.

Zdałeś egzamin – umiesz jeździć? Niekoniecznie!

Pozostaje bowiem pytanie: czy kandydaci na kierowców nie powinni być uczeni i egzaminowani na samochodach współczesnych i czy nie powinni opanować zasad korzystania z czujników parkowania, kamer, urządzeń wspomagających hamowanie itp? W przeciwnym wypadku młody kierowca, który po raz pierwszy w realnym ruchu drogowym zobaczy migające lampki na lusterkach, poczuje interwencję systemu automatycznego hamowania albo zobaczy migającą kontrolkę jednego z wielu systemów wspomagania kierowcy – zbaranieje! Takie rzeczy nie tylko nie powinnny być zabronione – przeciwnie, należałoby wymagać podstawowej znajomości działania wyposażenia, które przecież staje się obowiązującym standardem!

Świat idzie do przodu...

...a Polska przoduje wśród krajów UE (jest także w ścisłej światowej czołówce) pod względem ilości produkowanych przepisów prawa – mało kto zna choćby te wszystkie przepisy, które go bezpośrednio dotyczą. To pułapka na zwykłych ludzi ale i na... administrację państwową. Przepisy z czasem tracą bowiem aktualność i trzeba je na bieżąco dostosowywać do rzeczywistości, albo pojawiają się kłopoty. Dokładnie tak, jak w przypadku rozporządzenia w sprawie egzaminowania kierowców, które zabrania korzystania podczas egzaminu z urządzeń, które są w prawie każdym nowym samochodzie! Najgorsze jednak jest to, że osoba, która zaliczyła kurs i właśnie zdała egzamin, nie ma pojęcia o działaniu i wyposażeniu nowoczesnego auta – bo takie jest prawo!  

Źródło: auto-swiat.pl