Ten człowiek coś wie o jeździe. Belg debiutował na wyścigach motocyklowych w 1979 roku. W swojej karierze czterokrotnie zdobył Grand Prix w klasie 500cc oraz Grand Prix Macau. Wtedy przesiadł się do samochodu. W 1997 roku wygrał Belgian ProCar Championship, 24-godzinny wyścig Spa, a w 2001 sięgnął po trofeum legendarnego wyścigu LeMans.

Dziś często można go spotkać w belgijskich mediach, jako komentatora wydarzeń motor-sportowych. Wiedza o prowadzeniu pojazdu jest jego zdaniem nierozłączna z bezpieczną jazdą. "Jazda pojazdem na drodze to nie pchanie taczki w ogródku. To poruszanie się z doświadczeniem!".

De Radiguès był nieustraszonym, agresywnym kierowcą na najważniejszych na świecie torach wyścigowych, więc jego punkt widzenia na temat jazdy motocyklem po europejskich drogach jest w pewnym sensie zaskakujący. "Czuję się bezbronny. Jak wszyscy motocykliści, na drodze czujesz się bezbronny, bo masz wrażenie że jeździsz po drogach, które zupełnie nie odpowiadają twojemu pojazdowi. Potrzeba więcej dróg dedykowanych motocyklom. Potrzeba większej świadomości wśród kierujących na temat tego jak to jest być motocyklistą." Radiguès z wielką pasją mówi przede wszystkim o motocyklach, ale jego pomysły na poprawę bezpieczeństwa znajdują zastosowanie także dla kierujących innymi pojazdami. Jego zdaniem tory, na których kierowcy mogliby ćwiczyć i doskonalić swoje umiejętności w bezpiecznych warunkach powinny być ogólnodostępne.

Ważna jest także zmiana podejścia do nauki jazdy. W tym procesie większy nacisk powinno się kłaść na interakcję pomiędzy różnymi uczestnikami ruchu, np. pomiędzy motocyklami a rowerami albo pieszymi. Sportowiec sądzi, że nauka jazdy tak naprawdę trwa całe życie. Uważa, że największe imprezy motor-sportowe można wykorzystać jako okazję do promocji ważnych przekazów. Wśród nich hasło "czujność, umiar i ostrożność". Spytany o receptę na bezpieczeństwo wskazuje przede wszystkim na rolę świadomości, odpowiedzialności, treningu, rozwoju, porozumiewania się, infrastruktury i edukacji.

De Radiguès wierzy w osiągnięcie unijnego celu "zero ofiar na drogach". "Myślę, że to jest możliwe do osiągnięcia, z prostego powodu. Udało nam się precyzyjnie określić przyczyny wypadków drogowych. W związku z tym teraz pozostaje tylko zapewnić rozwiązania, które będą im zapobiegały". Sugeruje, że część tych rozwiązań może dostarczyć rozwój technologiczny. Dzięki niemu przecież producenci wypuszczają na rynek coraz bezpieczniejsze pojazdy. Niebagatelna rola leży też po stronie ustawodawców, których zadaniem powinno być przygotowywanie i wdrażanie przepisów pozwalających na ocenę umiejętności poszczególnych kierujących.

Jeśli natomiast chodzi o wyeliminowanie czynnika ludzkiego z procesu kierowania w kontekście rozwoju technologii pojazdów autonomicznych, De Radiguès jest ostrożny. "Chcę widzieć istotną rolę człowieka, który powinien pozostać najważniejszym ogniwem w procesie prowadzenia pojazdu. Jednak prawo do tej czynności powinno być zarezerwowane wyłącznie dla tych, którzy czują wolę pokonania niezbędnych kroków w kierunku zostania prawdziwym ekspertem od jazdy. Stawka jest zbyt wysoka".

Materiał oryginalnie w jęz. angielskim opublikowano w Road Safety Newsletter N° 23, czerwiec 2016
wyd. Directorate-General for Mobility and Transport, Komisja Europejska.

Źródło: www.l-instruktor.pl